Zuza Ritter „the sky is the limit”

Cześć Zuza! Dziękuję, że zgodziłaś się na wywiad.

Jesteś dla mnie niesamowicie interesującą osobą.

I choć nie kojarzysz mi się z osobą, której wszędzie pełno, to i tak najbardziej ze studiów MBA pamiętam właśnie nasze rozmowy.

Każda z nich bardzo mnie wciągała. Dlatego tym bardziej cieszę się, że będę Cię mogła trochę odpytać.

Zaczynajmy więc!

Danka: Jakie były pierwsze kroki od pomysłu na biznes do jego realizacji? O czym myślałaś, a czego nawet nie brałaś pod uwagę na początku swojej biznesowej przygody? 

Zuza: Mój biznes zaczął się jak wiele innych, może nie w garażu, ale w ogrodzie i zrodził się z potrzeby niezależności. W miejscu, w którym wtedy byłam, nie miałam już możliwości rozwoju, a szklany sufit mocno mnie uwierał.

Najpierw miał to być biznes jednoosobowy, później okazało się, że jest dużo więcej pracy i ludzi doceniających to co robię. Powstała struktura a z nią przepisy, standardy i zwyczaje.

Najpierw myślałam, że to łatwe i po prostu trzeba to zrobić, skoro tyle ludzi prowadzi biznesy, to ja też mogę! Muszę się tylko skupić.

Po pierwszej na fali problemów i brutalnym zderzeniem z rzeczywistością zaczęłam się bać, że tyle zainwestowałam na marne i pracowałam jak szalona, głównie skupiając się na byciu pewną, że nie ma nic, co przeoczyłam – okazało się, że nadałam takie tempo rozwojowi firmy, że w kilka lat jesteśmy stabilnym przedsiębiorstwem.

Danka: Wielu osobom wydaje się, że na początku otwierania działalności, budowania biznesu trzeba mieć ogrom pieniędzy. Jak było w Twoim przypadku?

Zuza: Moja branża nie wymaga wysokich nakładów finansowych. Za to musisz mieć olbrzymią wiedzę, licencję i doświadczenie. Jednak ta wiedza kosztuje, więc jeżeli przeliczymy wszystkie lata pracy, inwestowanie w mój własny rozwój, naukę, licencję, to myślę, że uzbierałaby się pokaźna suma.

Gdybym miała tu coś doradzić osobom chcącym zacząć coś swojego, to jest to przede wszystkim odłożenie pieniędzy na własne życie.

Na początku dużo się inwestuje a mało zarabia, nie ma więc sensu dokładać sobie stresu związanego z codziennym życiem i rachunkami.

Doradziłabym również bardzo dobre rozpoznanie branży, w której chce się działać.

Danka: Czym Twoja firma różni się od innych z branży?

Zuza: To jest to pytanie, które w kółko sobie zadajemy.

Wcześniej to była jakość, jakkolwiek banalnie to brzmi. Później przewrót w mojej branży wyeliminował najsłabsze ogniwa, więc zrobił się bardziej wyrównany poziom. 

Oczywiście jesteśmy w czołówce pod tym względem, ale nie jest to już tak widoczne na pierwszy rzut oka dla klienta, więc teraz uciekamy zaawansowaniem poziomu obsługi klienta i wyszkoleniem ludzi.

Bardzo dużo inwestuję w kadrę.

Czasem mi się wydaje, że bez przerwy się czegoś uczymy i coś ulepszamy. Ale żeby wygrywać w tej grze musimy zaskakiwać, rozwijać się, poprawiać i być czujni.

Danka: Pamiętasz swojego pierwszego klienta? Jak przekonałaś go do siebie? 

Zuza: Mam kilku takich klientów, niekoniecznie tego pierwszego, którzy zapadli mi w pamięć.

Jeden z nich wysłał mnie do diabła z moją ofertą, odpowiedziałam mu, że rozumiem, ale jak wrócę to jeszcze raz zadzwonię. Nie wytrzymał, zaczął się śmiać i wiedziałam, że to już będzie współpraca.

Jak zaczynałam sprzedawałam przede wszystkim charyzmą, później doszła wiedza i na końcu doświadczenie.

Myślę, że przekonuję ludzi do siebie dzięki osobowości i upraszczaniu.

Zawsze staram się, żeby mój klient czuł się partnerem w rozmowie.

Finanse są trudne więc muszę znaleźć sposób jak o nich mówić.

Danka: Własny biznes to nie tylko praca przy laptopie z Latte na biurku, ale też realizacja zadań, które nie do końca są kreatywne czy ekscytujące, ale trzeba je po prostu wykonać. Co Cię napędza do działania w takich sytuacjach? 

Zuza: Nie zastanawiam się nad nimi. Po prostu robię.

Danka: Czy Twoje cele związane z biznesem się zmieniały, czy od początku działałaś według ustalonego planu, strategii?

Zuza: Zmieniały. Nawet bardzo.

Wiedziałam, że chcę budować biznes o wysokiej jakości na lata. To zostało. Reszta tworzyła się w trakcie.

Teraz po czasie myślę, że metodą prób i błędów zbudowałam strategię dla tej firmy i marki. Wcześniej było to reagowanie na zapotrzebowanie rynku.

Teraz mamy jasno określone cele, kurs i miejsce do którego zmierzamy.

Danka: Miałaś wsparcie bliskich, kiedy pierwszy raz opowiedziałaś im o swoim pomyśle na biznes? Jak reagują teraz kiedy odnosisz porażki lub sukcesy?

Zuza: Część osób bardzo dobrze, od początku optymistycznie z pełnym wsparciem. Część sceptycznie, ale zawsze była obok w razie „w”. Części już nie ma w moim życiu.

Ludzie lubią widzieć tylko tą lukratywną stronę tej pracy, zapominając o braku wolnego, stresie, odpowiedzialności i tym, że zatrudniając 20 osób masz na głowie tak samo swoje, jak i ich problemy.

Na szczęście moi najbliżsi widzą pełny obraz i bardzo mnie wspierają, co jest moim paliwem do tego, żeby robić jeszcze więcej.

Danka: Jak teraz wygląda Twój typowy dzień pracy? Czy faktycznie jest tak, że praca na swoim wymaga poświęcenia 24 godzin w ciągu dnia?

Zuza: Dla mnie tak. Dopiero się uczę odpoczywać.

Po kilku latach jestem w stanie pracować mniej, ale kiedyś nie było to możliwe.

Własny biznes to długoterminowa inwestycja.

Danka: Na pewno na początku dostawałaś mnóstwo rad – dobrych i złych – jaką ty dałabyś radę osobom, które chcą założyć biznes, ale ciągle się boją lub coś je powstrzymuje?

Zuza: Poznaj branżę, poznaj rywali i zasady. Odłóż pieniądze na życie, żeby nie zeżarł Cię stres i daj sobie deadline do kiedy próbujesz i jak dużo jesteś w stanie poświęcić dla tego projektu i kiedy dajesz sobie spokój.

Jak podejmiesz świadomą decyzję i będziesz gotowy to

„the sky is the limit”

Nie ma lepszej pracy niż praca dla siebie. Powodzenia!

Zuza Ritter

Całe moje życie jest związane z finansami. Większość rodziny pracowała lub pracuje w tej branży. Skończyłam uniwersytet ekonomiczny oraz pracowałam jako doradca finansowy. Dlatego też, kiedy przyjechałam do Wielkiej Brytanii w 2015 roku, zdecydowałam się na ten zawód.

W życiu bardzo cienię sobie jakość. Wiedziałam, że jej najwyższy poziom mogę osiągnąć tylko wtedy, kiedy będę miała wpływ na firmę, obsługę i produkty – tak zrodził się pomysł Smart Choice Group. Wprowadziłam własne zasady, które obowiązują do dziś. 

Po pierwsze – klienci są najważniejsi. Standardem jest indywidualne podejście, najlepiej dobrane produkty i budowanie trwałych relacji. Równie ważni, jak klienci, są ludzie którzy tworzą Smart Choice. U nas nie ma szklanych sufitów, a możliwości rozwoju są niemal nieograniczone. Przez lata, które działamy na brytyjskim rynku, wszystkie nasze działania opieramy na innowacyjnych metodach zarządzania, doświadczeniu i życzliwości do drugiej osoby.

Dzięki temu tworzymy markę, której można zaufać – Smart Choice Group.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.