Uważaj co… myślisz!

Codziennie mamy około 60-70 tysięcy myśli. Czy tego chcemy czy nie, one cały czas się pojawiają. Od tego czy zdajemy sobie sprawę jakie one są zależy nasze powodzenie w życiu. Pomyślisz, powiesz: ale jak to? Aż taki mają wpływ?

TAK! Myśli mają wpływ na nasze życie!

Od tego, jak myślimy o sobie, jak interpretujemy te dobre, ale przede wszystkim te negatywne sytuacje, zależy jakimi emocjami zareagujemy na daną sytuację – a co za tym idzie – jakim reagujemy zachowaniem.

Od naszego konstruktu myślowego, a także przekonań, zależy czy: wpadamy w depresję, obwiniamy siebie lub kogoś o coś, nasz stosunek do siebie, świata, do porażek. Nasze myśli i reakcje emocjonalne decydują czy uciekamy przed czymś, czy stawiamy temu czoła, czy idziemy po to czego pragniemy, czy raczej się poddajemy.

Tak naprawdę potrafią decydować o wszystkim.

Myśli i ich konsekwencje

Myśli mogą wywoływać emocje negatywne, poprzez uruchamianie różnego rodzaju negatywnych przekonań. Wszystko zależy od tego,  jak interpretujemy  życie, od przekonań wpojonych nam, gdy byliśmy dziećmi i podczas dorastania.

Myśli mogą być też pozytywne i wtedy nasze reakcje na sytuacje będą zupełnie inne, bo zamiast krytykowania siebie czy obwiniania, otoczymy siebie troską, przebaczymy sobie, powiemy sobie, że my też możemy popełnić błąd czy mieć gorszy dzień, a także, że nie wszystko jest naszą winą. Wtedy nasz dialog wewnętrzny jest po prostu inny, przyjazny… Wtedy częściej jesteśmy dla siebie po prostu życzliwi.

Ale to wszystko nie jest takie proste, szczególnie kiedy, nie byliśmy tego uczeni.

Kiedy liczyły się emocje innych ludzi, a nie nasze własne, kiedy wyrastaliśmy w negatywnym bądź po prostu niewspierającym środowisku, gdzie mało lub w ogóle nie było pozytywnego wzmocnienia, to nasze myśli mogą być obecnie negatywne, możemy mieć też problem z wewnętrznym krytykiem, bo miał czas i możliwość, aby się pojawić, a nawet mocno rozwinąć.

Tylko ile z nas, w pośpiechu dzisiejszego świata, w ogóle się nad tym zatrzymuje i zastanawia?

Ile z nas zatrzymuje się i zdaje sobie sprawę z tego, co nosi w głowie, co i jak  do siebie mówi i jakie ma to dla niej konsekwencje? Myślę, że  nieliczni się naprawdę zatrzymują.

Powiem Wam, że myśli które mamy, często są po prostu sumą tego wszystkiego co zebraliśmy po drodze naszego dotychczasowego życia. I nie ma sensu tutaj szukać winnego. Chcę Was tylko uświadomić, że to ma miejsce, a jednocześnie zachęcić, aby nad tym przystanąć. Chcę zachęcić Was również do refleksji nad tym, jaki wpływ na nas ma to, co myślimy… że przyciągamy to o czym myślimy, że jesteśmy tym o czym myślimy – nawet w sensie biologicznym, gdyż nasze myśli uwalniają hormony stresu i regulują wydzielanie się przeróżnych substancji do całego organizmu.

Chcę też zwrócić uwagę na to, jak wiele mówi się o optymizmie. W praktyce tak naprawdę słabo nam wychodzi bycie optymistami. Z drugiej jednak strony, jak dorosły człowiek ma być optymistą albo choć pozytywnie nastawionym, jeśli podczas dorastania otrzymywał głównie negatywne wzmocnienie?

Kiedy jesteśmy dziećmi pobieramy wzorce zachowań od tych którzy nas otaczają. Zapamiętujemy słowa, emocje. Zapamiętujemy, gdy ktoś nas odrzuca albo źle traktuje. Jako dzieci nie wiemy np. że tata krzyczy, bo nie radzi sobie z emocjami albo, że mama nie podchodzi do naszego łóżeczka, kiedy płaczemy, bo w danej chwili akurat nie może tego zrobić. Dla nas jest to swoista tragedia. Sami nie potrafimy sobie zaspokoić danej potrzeby i dochodzi do tego, że – szczególnie jeśli wydarza się to wiele razy – podświadomie możemy zacząć nadawać takiemu zachowaniu interpretacje typu: rodzice mnie nie chcą/nie kochają, jestem gorsza od rodzeństwa, nie czuję się bezpiecznie (nikt nie przychodzi mnie przytulić), nie zasługuję…

Tworzy to niejednokrotnie podświadome poczucie bycia niepełną, winną, gorszą, niewystarczająca. Rodzi się poczucie wstydu i wiele innych emocji, które spychamy głęboko w podświadomość. Wszystko to dzieje się po to, aby nie bolało, aby tego nie pamiętać. Tyle, że to nadal w nas jest, nadal się uruchamia i nadal na podzespołach tego co ktoś nam powiedział, co czuliśmy, przeżywamy życie.

Z jakimi wynikami? W jakich relacjach? W jakiej relacji z samą sobą? Z jaką wiarą w siebie? Z jakim stosunkiem do świata?

Myśli automatyczne

Mamy coś takiego jak myśli automatyczne.

Myśli automatyczne pojawiają się jak błyskawica. Jak tylko coś się  wydarzy, to one się mogą pojawić. Często jest nawet trudno się złapać, że to nam przed chwilą przeszło przez głowę. Myśli automatyczne, to takie stałe konstrukty myślowe, które uruchamiają się w różnych sytuacjach. Może to być na przykład pojawiające się: nie mogę/nie powinnam tego zrobić, to nie dla mnie.. gdzie nawet w sumie nie wiesz czy powinnaś czy nie, czy to dla ciebie czy nie.

Byłaś jednak kiedyś w jakiś sposób blokowana, ktoś w ciebie powątpiewał czy nawet podkopywał Twoje działania lub porównywał cię do kogoś i teraz automatycznie uruchamia się w Tobie myśl, która jest właśnie myślą automatyczną wywodzącą się z jakiegoś negatywnego przekonania, np. jestem gorsza, niewystarczająca, nie zasługuję (i tu może być wiele rzeczy na które wydaje Ci się, że nie zasługujesz).

I kiedy przyjdzie ci skorzystać z jakiejś super szansy, pojawi się nowa perspektywa zawodowa albo naprawdę fajny, normalny i ciepły facet, ty raczej szybko to odrzucisz, bo uruchomi się twoje negatywne przekonanie, za tym pójdą myśli i znajdziesz milion swoich słabych punktów. Byleby tylko nie działać. Przypomni ci się, że nie zasługujesz (podświadomie oczywiście) i zrezygnujesz z okazji. Stwierdzisz, że to nie dla Ciebie, nie jesteś tego warta. I to właśnie te „twoje” przekonania będą decydować o TWOICH życiowych wyborach. Czy tego właśnie chcesz? Zakładam, że nie.

Dlatego warto zatrzymywać się i dostrzegać myśli automatyczne i momenty, w których się pojawiają, a potem dochodzić jakie kryje się za nimi przekonanie. Przekonania mają to do siebie, że często są nieuświadomione. Wydaje nam się, że myślimy o sobie dobrze, a tu nagle – podczas konkretnego działania – okazuje się, że niekoniecznie i że jednak głęboko zakopane mamy przekonania negatywne.

Najlepsze jest to, że przekonania możemy mieć praktycznie na każdy temat. Mogą dotyczyć tego kim musisz być, kiedy wyjść za mąż, jak powinnaś żyć, jak się zachowywać… Co najlepsze, większość z nich nie jest Twoja, ale wynika z tego co mówili dorośli, z tego w jakiej rodzinie wyrastałaś, z tego co było akceptowalne, a co nie, z tego co sobie nieświadomie narzuciłaś.

Moim zdaniem każdy z nas powinien wykonać taki proces rozpoznania co faktycznie jego, a co adoptowane, żeby mieć świadomość co nim kieruje i odrzucić takie przekonania, które nam nie odpowiadają.

Panujesz nad umysłem, czy on panuje nad Tobą?

Kolejną  kwestią jest to, że często zamiast panować nad swoim umysłem, który jest bardzo potężny i potrafi siać okropną destrukcję, to on panuje nad nami. I tu akurat mówię z własnego doświadczenia. Przy czym ja z tego zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, a niestety nikt też nas w szkole, przynajmniej za moich czasów, nie uczył, że nie powinniśmy się tak identyfikować z myślami. Bowiem wiele z nich może być po prostu kłamstwem na nasz temat wpojonym nam w dzieciństwie od nieświadomych rodziców czy od społeczeństwa.

Nikt nam nie mówił, że powinniśmy je umieć dostrzegać i weryfikować, zatrzymywać się nad tymi negatywnymi i wyczuwać skąd one pochodzą i z nimi dyskutować. Zmieniać, gdy nam nie służą. Dlatego moim zdaniem tak wiele osób boryka się z problemami, także w kwestii zdrowia psychicznego.

Do tego dochodzi jeszcze nasze społeczeństwo nastawione tylko na sukces, przy czym nie ma nic złego w sukcesie jako takim. Tyle, że w życiu mamy także porażki i gorsze dni i dla nas to też powinno być OK. Powinniśmy umieć do tego normalnie podchodzić i to akceptować. Często tego nie ma w naszych rodzinach, musimy  na coś zasłużyć albo uczymy się być perfekcyjni, żeby właśnie sobie zasłużyć…

Na co zasłużyć? Dla dziecka może być to wszystko: uwaga, troska, miłość, akceptacja..

I tak w tym programowaniu, wielu z nas nabywa negatywne, szkodzące nam samym przekonania. A ten nasz dialog, to jak kłody które sami sobie rzucamy pod nogi.

Skąd te negatywne przekonania?

Jako podsumowanie chciałabym wam napisać listę skąd, moim zdaniem, te negatywne przekonania czy  myśli mogły się wziąć, mając nadzieję, że od tego nie uciekniecie, tylko przeczytacie i zmierzycie się, ze swoją prawdą. Bo prawda jest uwalniająca (mimo, że często boli).

Z życia płodowego. Czy byłaś chciana, planowana, czy twoja mama czuła wsparcie, czy przeżywała stres, jak się czuła przed, w czasie i po ciąży, czy miała wsparcie partnera bądź rodziny, co działo się wtedy w rodzinie, jakie były stosunki między rodzicami, czy mama była gotowa na następne dziecko, itp.

Dorastające dziecko w łonie matki odbiera bodźce, czuje czy jest akceptowane i kochane czy nie, odczuwa emocje, które odczuwa matka i potem jest albo bardziej lękliwe, gorzej reaguje na stres, ma problem z relacją z matką, bo podświadomie czuje, że coś było nie tak, albo jest radosne, reaguje bardziej pozytywnie, niż dziecko które doświadczało stresu bądź odrzucenia w życiu płodowym.

Z okresu Twojego dzieciństwa. Kluczowe jest tutaj pierwsze 7 lat. Jesteś wtedy totalnie zależna od rodziców i uczysz się siebie i świata na podstawie tego co doświadczasz, tego co słyszysz, atmosfery, poczucia bezpieczeństwa (bądź też jego braku) i wielu doświadczanych w tym czasie emocji. Od tego zaczynasz interpretować siebie, tu zaczynają się tworzyć twoje przekonania, które potem mogą być jeszcze bardziej utrwalone (te pozytywne i te negatywne), mogą być też modyfikowane, o ile dostaniesz skądś taki bodziec.

Z twoich doświadczeń. Z ich sumy, z tego jak je interpretowałaś oraz przede wszystkim, ile było tych negatywnych, a ile tych pozytywnych. Ten stosunek jest bardzo ważny, bo jeśli już masz negatywne filtry myślenia, a dodatkowo doświadczałaś wiele trudnych czy negatywnych sytuacji, to żeby widzieć choć trochę inaczej musiałabyś przeżyć o wiele więcej doświadczeń pozytywnych niż negatywnych.

Od wzmocnienia, które dominowało w twoim domu, w twoim środowisku, od dziadków, bliższej i dalszej rodziny, nauczycieli czy nawet rówieśników. Od tego czy dominowało negatywne czy pozytywne wzmocnienie w dużej mierze zależy twój obecny sposób myślenia, bo to podświadomie zapamiętałaś i sama teraz używasz. Jeśli w domu i poza nim doświadczałaś negatywnych przekazów, kazano ci tłumić emocje i zachowywać się z góry w określony, sztywny sposób (dorośli ci go narzucili) blokując twoją radość, kreatywność, twoje potrzeby oraz wyrażanie siebie i emocje tym samym, to wiedz, że miało to na ciebie ogromny wpływ, także na to co obecnie myślisz na swój własny temat.

Dlatego:

  • Staraj się zatrzymywać, aby widzieć co pojawia się w Twojej głowie.
  • Kiedy już wiesz, że twoje myśli są krytyczne lub niewspierające, to staraj się
    o to nie obwiniać, ponieważ potrzebujesz własnej akceptacji i współczucia! Te myśli skądś się u Ciebie wzięły, pamiętaj więc, że nie jesteś temu winna!
  • Nie porównuj się z innymi, ani w kwestii tego jakie inni mają życie, ani w kwestii tego, jak myślą, ani że mają lżej, itp. Po pierwsze, nie znasz faktów,
    a po drugie, Ty miałaś inne dzieciństwo, innych rodziców, inne doświadczenia niż ktoś.
  • Wiedz, że praca z myślami to bardzo ciężka i często długa praca, której nie widać na pierwszy rzut oka. Za to, gdy zaczniesz zmieniać choćby o 20-30% myśli na lepsze,
    to na pewno zaczniesz dostrzegać zmianę. na plus oczywiście!
  • Pod myślami bardzo często kryją się jakieś bardzo krzywdzące przekonania, krytyczny obraz nas samych, który powstał w wyniku interpretacji danej sytuacji czy zaniedbań bądź emocjonalnych reakcji dorosłych, gdy byliśmy dziećmi. Warto więc zatrzymywać się i pytać siebie „dlaczego tak pomyślałam”, „co czuję w związku z tym”, „jakie przekonanie się za tym kryje”. Z czasem poznasz odpowiedzi.
  • Postaraj się też zauważać jakie emocje kryją się pod tymi myślami. Często są to
    emocje, które nie zostały wypowiedziane, wykrzyczane. Często są to po prostu
    stłumione emocje, bo np. jako dziecko nie mogłaś ich wyrazić, bo było to
    nieakceptowalne, a Ty bałaś się odstawać od reszty, więc zaczęłaś je tłumić, a teraz
    ciało i psychika już ich nie chcą, bo jest ich za dużo! Odrzucają je, bo za dużo tam złości (do siebie samej), smutku czy cierpienia. Pozwalaj więc sobie na płacz, smutek, złość i inne emocje, aby ich dłużej nie blokować.
  • Jeśli wiesz, że sama nie dasz sobie z tym rady lub
    cierpisz na depresję czy inną chorobę psychiczną i w związku z tym jest ci ciężko sobie radzić w codziennym życiu, poszukaj pomocy specjalisty, np. psychoterapeuty, terapeuty. Przy czym, z
    własnego doświadczenia, odradzam „tylko” psychologa, bo przy takich problemach lepiej sprawdzi się terapia i pomoc specjalisty z danej dziedziny.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *